Life ia s constant fight on the edge...

Prolog - Bez przyszłości...

piątek, 18.listopada.2011, 21:59

Był mroźny listopadowy wieczór. Na opustoszałej ulicy zdawało się nie być nikogo, ani żywej duszy. Nagle znienacka pojawiła się na niej zakapturzona postać, przerywająca ciszę stukotem obcasów na brukowanej uliczce. Rozglądnęła się uważnie dokoła, po czym ruszyła wzdłuż ulicy pewnym krokiem. Jej ruchy śledził uważnie młody mężczyzna, na oko dwudziestokilkuletni, stojący przy oknie jednego z domów. Znajdował się w salonie, tuż obok kominka, a ciepło trzaskającego na nim ognia w jakiś sposób go drażniło. Szybko odszedł od okna, chwytając stojący na stole kieliszek napełniony czerwonym winem. Opróżnił go jednym łykiem, czekając na nadejście swojego gościa albo raczej intruza. Oczekiwał tej wizyty od wielu miesięcy. Westchnął ciężko, przeczesując długie czarne włosy. Nie oczekiwał, że z tego spotkania wyniknie coś dobrego, wręcz przeciwnie – że pokrzyżuje ono wiele z jego planów.
Jego dalsze rozważanie, przerwało pukanie do drzwi, roznoszące się echem po posiadłości. Szybkim krokiem skierował się w stronę przedpokoju. Jedynym dźwiękiem, w tym na pozór wymarłym domu, były teraz jego kroki na schodach i szelest peleryny. Stojąc już przed drzwiami, zawahał się na moment, jednak po chwili otworzył je zdecydowanym ruchem. Stała w nich drobna kobieta w czarnej pelerynie, z kapturem na głowie tak, że spod niej dostrzegł tylko kilka brązowych kosmyków i błysk w dużych szarych oczach.


- Witaj Amelio.- odezwał się chłodno, odsuwając się by zrobić jej przejście. Kobieta zmierzyła gospodarza krótkim spojrzeniem i minęła go bez słowa, wchodząc do przedpokoju. Mężczyzna dokładnie zamknął drzwi i dodał:- Może przejdziemy od razu do salonu.
Amelia ruszyła w stronę schodów, doskonale widziała gdzie iść, czarnowłosy podążył więc za nią bez słowa. Przez cały czas bacznie się jej przyglądał, znał każdy jej ruch, każde spojrzenie, zapach. Wspomnienia te nie budziły w nim jednak żadnych ciepłych uczuć.
Gdy mężczyzna wszedł z powrotem do salonu, Amelia zdjęła płaszcz i rzuciła go niedbale na oparcie fotela. Dostrzegł wtedy, że zmieniła się od czasów szkoły. Jej długi warkocz, który zazwyczaj nosiła, zniknął zastąpiony krótką, postrzępioną fryzurą. Jej twarz była wychudzona, jakby poszarzała, a oczy nie miały już tego samego blasku. Trudno było uwierzyć, że w ciągu 5 lat zaszły takie zmiany. Ale w końcu nastały trudne, niebezpieczne czasy.
Amelia zauważyła, że mężczyzna przygląda jej się, dlatego speszona odwróciła się do okna. Wyciągnął z kredensu drugi kieliszek i napełnił go szkarłatnym płynem, wyciągając go w jej kierunku.


- Proszę, wypij.- rzekł sucho. Kobieta obejrzała się, mierząc mężczyznę podejrzliwym wzrokiem. W końcu podeszła bliżej i odebrała od niego kieliszek. Powoli sączyła wino, nadal się nie odzywając. Choć nie było to w jego stylu, postanowił przerwać tę niewygodną ciszę:- Miło cię widzieć, dobrze wyglądasz.


- Nie przyszłam tu na czcze pogawędki.- syknęła, odrzucając go gniewnym spojrzeniem.


- Zdaję sobie z tego sprawę. Wiedziałem, że się zjawisz.- odparł szorstko, stawiając kieliszek na gzyms kominka.


- W takim razie już wiesz co mam ci do powiedzenia.- stwierdziła Amelia.


- I tak i nie. Po tobie można się spodziewać wszystkiego.- rzucił cierpko.- Jak się trzymasz?


- Bywało lepiej. Dobrze wiesz, że nastały ciężkie czasy. Szczególnie na wychowanie dziecka.- warknęła. Mężczyzna syknął gniewnie, odwracając się do niej plecami i przymykając oczy. Spodziewał się ataku z jej strony.


- Amelio...


- Nie zaczynaj znowu! Nie chcę, by powtórzyła się sytuacja sprzed pół roku!- zdenerwowała się.- Jesteś mi coś winien!


- Co mam według Ciebie zrobić?- spytał gniewnie, odwracając się, nie patrząc jej jednak w oczy.- Oferowałem Ci przecież...


- Wiesz co możesz zrobić z tymi swoimi pieniędzmi?!- zawyła podchodząc do mężczyzny- Nie chcę ich!


- Czego w takim razie chcesz?- warknął.


- Na początek odrobinę zaangażowania.- rzekła nienawistnym tonem.


- Mówiłem ci przecież, że nie mam zamiaru się w nic angażować.- przypomniał jej.


- A ja ci mówiłam, że już się w to zaangażowałeś, wpychając mnie do swojego łóżka rok temu!- złościła się Amelia. Prychnął i minął ją bez słowa, nalewając sobie wina.- Nawet jej nie widziałeś...


- Może nie chcę widzieć!- zagrzmiał. Amelia posmutniała.


- Przecież to twoja...


- Nic mi nie wmówisz!- mężczyzna nie miał zamiaru nabrać się na jej gierki. Jeśli myślała, że ruszy tym jego sumienie, to grubo się myliła.


- Wiesz, że to prawda.- jęknęła, grzebiąc w kieszeni płaszcza.- Spójrz, przyniosłam nawet jej zdjęcie.


- Weź to ode mnie!- warknął, odtrącając jej rękę, ponownie odwracając się do niej plecami. Amelia rzuciła mu zrozpaczone spojrzenie i westchnęła. Chyba tak samo jak on, zdała sobie sprawę, że to spotkanie było bezcelowe. Chwyciła płaszcz i ruszyła w stronę drzwi.


- Miałam nadzieję, że chociaż ty nam pomożesz. Straciłam tylko czas.- rzuciła na pożegnanie, zanim zbiegła po schodach.
Czarnowłosy usłyszał odgłos otwieranych i zamykanych drzwi, a potem nastała ta sama cisza, która panowała zanim Amelia zakłóciła ją swoją obecnością. Warknął gniewnie, zagłębiając się w fotelu przy kominku. Doskonale wiedział, że to spotkanie do niczego nie doprowadzi, jednak znowu wyraził na nie zgodę. Nie potrafili się dogadać w żadnej kwestii, zarówno teraz, jak i przez krótki okres, kiedy była stała bywalczynią w jego posiadłości. To co ich łączyło już dawno wygasło, a mężczyzna zastanawiał się nawet czy w ogolę cokolwiek było między nimi. Ponownie chwycił butelkę wina, opróżniając ją, po czym ukrył twarz w dłoniach, przecierając oczy. Oparł głowę o oparcie fotela, patrząc tępo w przestrzeń. Jestem człowiekiem bez przyszłości, skazany na porażkę, zagładę, pomyślał krzywiąc się. Mimo iż stać go było na pomoc Amelii, nie mógł tego zrobić, nie narażając jej jednocześnie na niebezpieczeństwo. Zostanie sama, będzie jej ciężko, ale poradzi sobie. Będzie mieć spokojne życie, a jego w nim obecność na pewno w niczym nie pomoże i tylko wszystko zniszczy. Miał teraz na głowie ważniejsze sprawy.
Postawił pustą butelkę na stolę, podnosząc się, by pójść do piwnicy po kolejną, kiedy coś przykuło jego uwagę. Na stole leżała fotografia, którą Amelia próbowała mu pokazać. Widocznie zostawiła ją tutaj, wierząc, że gdy ją zobaczy, zmieni zdanie.


- Głupia kobieta.- mruknął chłodno, chwytając fotografię długimi palcami. Przyglądał się jej uważnie, odczytując znajdującą się na odwrocie wiadomość. Bez namysłu wrzucił ją w ogień. Stał tak i przyglądał się, jak ogień bezlitośnie pożera zdjęcie, ukazujące kilkumiesięczne dziecko, wpatrujące się w niego bystrymi, szarymi oczyma. Przez chwilę wydawało mu się, że uśmiechnęło się do niego, ale zanim zdążył się nad tym zastanowić, po fotografii został tylko popiół.


- Elaine.- mruknął czarnowłosy, poruszając bezgłośnie ustami. Z głębokiego zamyślenia wyrwało go dopiero gwałtowne dudnienie w frontowe drzwi. Obowiązki wzywały.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:




Oprawa graficzna

Szablon wykonała Invisible Fairy dla MagicLayouts, z dużą pomocą: dA oraz Google. Na zdjęciach prezentuje się nieznana modelka.



Nawigacja


Dodaj do ulubionych
Zalinkuj

On the edge...
Księga czarodziejów
O mnie
Autorka


Zaczarowani




Polecane

Opowiadania
Shadow poison
Pamiętnik panny Evans...
Lenasthinking
Hermiona i Draco
Morbid
Naughty
Juneau
Scorpius Malfoy

Szablony i dodatki
Potterowskie szablony i dodatki
Szablony Scarlett

Inne moje opowiadania
Historia Jessie Willys

Moje
Moje przemyślenia...




Historia

2011
listopad (1)